..... Się dziś zirytowałam w robocie, zapakowałam manatki, wskoczyłam w samochód i przyjechałam na działkę. Już ciemno było :(
Jutro rano przed 9 rano postaram się ogarnąć chociaż rododendrony.
Potem niestety popracuję....
... ale zaraz po 17 zabieram się za 'Filifery' i skarpę (out lawendę i inne goździki).
Mam aparat - będą zdjątka :D
... taki jest mój ogród: piachy na górce, w dołku, pod lasem i w lesie. Nie poddaję się ;)
wtorek, 17 kwietnia 2012
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Popiół z kominka a ślimaki
Podobno .....
warto zbierać popiół z drewna palonego w kominku. Z uwagi na to iż zawiera sporo potasu można go użyć jako doskonały nawóz pod drzewa owocowe i warzywa. Podobno rozsypany wokół roślin stanowi zaporę przeciwko ślimakom.
I to jest chyba najistotniejsza wiadomość. Wypróbuję na 100% i dam znać. Hosty są u mnie żarte równo przez ślimaki. Podsypię Ślimakolem połowę, a połowę popiołem. Ciekawa jestem wyników tego eksperymentu!
warto zbierać popiół z drewna palonego w kominku. Z uwagi na to iż zawiera sporo potasu można go użyć jako doskonały nawóz pod drzewa owocowe i warzywa. Podobno rozsypany wokół roślin stanowi zaporę przeciwko ślimakom.
I to jest chyba najistotniejsza wiadomość. Wypróbuję na 100% i dam znać. Hosty są u mnie żarte równo przez ślimaki. Podsypię Ślimakolem połowę, a połowę popiołem. Ciekawa jestem wyników tego eksperymentu!
Nawożenie
Spędziliśmy na Grabinie pół soboty i niedzielę.
Sobota, 14 kwietnia 2012
Zebrało nam się na wizyty w szkółce i centrach ogrodniczych. Planowałam zakupy tylko trzech cyprysików groszkowych 'Filifera Nana' oraz nawozów do iglaków i trawnika. Skończyło się na:
Po szczęśliwym dotarciu na działkę rzuciłam się w wir roboty: pogoda piękna, słońce świeci, katana z pleców i do przodu.
Ponieważ 12 marca dostaliśmy pozwolenie na wycięcie brzozy która kładła nam się na parkanie, mój Pan od razu zawezwał ekipę i drzewo usunęliśmy. Teraz zagospodarowujemy drewno. Duuuużo tego jest. Arturo zanabył porządną siekierę Fiskarsa i rąbie dzielnie. Nawet szybko Mu szło i w sobotę w dwie godziny naprodukował 6 kopiastych taczek pięknych szczap kominkowych. Zaczęliśmy to układać pod tarasem.
Jak już tam wlazłam...
To sami wiecie, rozumiecie... Wywaliliśmy to co już tam ułożono, z tyłu ułożyliśmy nowe szczapy, z przodu resztę towaru. To co tworzyło bałagan zwaliliśmy na kupę żeby wreszcie zrobić z tym porządek. Arturo do 21 rąbał zbyt długie i zbyt szerokie drewno na mniejsze kawałki - niektóre jeszcze z budowy!
Niemal wszystko udało się zapakować do spalenia w kominku na jeden kosz. Bardzo czubaty ;)
Wreszcie pod tarasem jest porządek!!!!!!
I tak o 21 skończyliśmy pracę. Padając na ryjki. Szłam spać z myślą o tym co trzeba zrobić w niedzielę.
No trudno: niedziela dzień święty ale ja nie mam kiedy tego robić :(
Niedziela, 15 kwietnia 2012
Nastawiłam budzik na 7.30. Wstałam o 6.30 i słyszę deszcz.... Opadłam z sił. Wściekłam się na siebie samą że nie zasiliłam krzaków. Deszczy by je podlał! Nie posadziłam roślin :(
Z żalu, wściekłości i smutku poszłam spać. Jak wstałam zaczęło się przecierać.
W pierwszej kolejności zasilanie.
Poszło 5 kg nawozów do iglaków. Zasiliłam dosłownie wszystko, nawet to co dopiero pod koniec dnia sadziłam.
Arturo zasilił trawnik i od razu podlewał.
Posadziliśmy wszystkie prosa i cyprysiki 'Sungold' oraz derenia.
Najpierw każdy dół trzeba odchwaścić, potem w dół nasypać gnoju, potem posadzić, zasilić i w końcu podlać.
I tak 15 razy .....
Podczas ostatnich prac już nam ciekło po plecach od deszczu.
Nie wykonałam planu :(
Rododendrony nie posadzone. Duża rabata nie ruszona (miały wylecieć lawendy i miałam przesadzić goździki). Cyprysiki groszkowe 'Filifery' nie posadzone :(
Cóż: oto mamy automatycznie plan na najbliższą wizytę .....
Następne zasilanie zrobimy około 1 czerwca.
Sobota, 14 kwietnia 2012
Zebrało nam się na wizyty w szkółce i centrach ogrodniczych. Planowałam zakupy tylko trzech cyprysików groszkowych 'Filifera Nana' oraz nawozów do iglaków i trawnika. Skończyło się na:
- planowanych 3 cyprysikach groszkowych 'Filifera Nana'
- 7 prosach rózgowatych,
- dereniu pagodowym (ki diabeł???),
- 7 cyprysikach groszkowych 'Sungold'
- 1 rododendronie jakuszimańskim 'Percy Wiseman' (łososioworóżowy)
- 1 rododendronie jakuszimańskim 'Dreamland' (białoróżowy)
- azofosce do trawnika,
- nawozach do iglaków,
- nawozach do różaneczników i innych azaliowatych
Po szczęśliwym dotarciu na działkę rzuciłam się w wir roboty: pogoda piękna, słońce świeci, katana z pleców i do przodu.
- Usunęłam stare liście ze wszystkich żurawek (jest tego 19 sporych kęp). Okazało się że młode listki mają już po 10 cm wysokości! Musiałam naprawdę uważać.
- Wrzosy dokończyłam ciąć ze starych kwiatostanów. Należało się, oj czas na nie. Niestety trzy sztuki nie przeżyły. Wycięłam je sekatorem przy ziemi i nie wyciągałam brył korzeniowych. Żeby mi doły na rabacie nie zostały.
- usunęłam stare liście z host pod magnolią (mam tam cztery kępy). Okazało się że mają już kły wielkości małego palca. Jak nic za dwa tygodnie na długi weekend majowy już się rozwijać zaczną. Posypałam już na zaś ślimakolem. Żeby te małe obślizgłe bestie nie dobrały się do świeżych listków.
- Odgrabiłam skarpę przy bramie i ... trafiłam na gruz z czasów budowy. Zaczęłam cierpliwie skubać kamienie.
Ponieważ 12 marca dostaliśmy pozwolenie na wycięcie brzozy która kładła nam się na parkanie, mój Pan od razu zawezwał ekipę i drzewo usunęliśmy. Teraz zagospodarowujemy drewno. Duuuużo tego jest. Arturo zanabył porządną siekierę Fiskarsa i rąbie dzielnie. Nawet szybko Mu szło i w sobotę w dwie godziny naprodukował 6 kopiastych taczek pięknych szczap kominkowych. Zaczęliśmy to układać pod tarasem.
Jak już tam wlazłam...
To sami wiecie, rozumiecie... Wywaliliśmy to co już tam ułożono, z tyłu ułożyliśmy nowe szczapy, z przodu resztę towaru. To co tworzyło bałagan zwaliliśmy na kupę żeby wreszcie zrobić z tym porządek. Arturo do 21 rąbał zbyt długie i zbyt szerokie drewno na mniejsze kawałki - niektóre jeszcze z budowy!
Niemal wszystko udało się zapakować do spalenia w kominku na jeden kosz. Bardzo czubaty ;)
Wreszcie pod tarasem jest porządek!!!!!!
I tak o 21 skończyliśmy pracę. Padając na ryjki. Szłam spać z myślą o tym co trzeba zrobić w niedzielę.
No trudno: niedziela dzień święty ale ja nie mam kiedy tego robić :(
Niedziela, 15 kwietnia 2012
Nastawiłam budzik na 7.30. Wstałam o 6.30 i słyszę deszcz.... Opadłam z sił. Wściekłam się na siebie samą że nie zasiliłam krzaków. Deszczy by je podlał! Nie posadziłam roślin :(
Z żalu, wściekłości i smutku poszłam spać. Jak wstałam zaczęło się przecierać.
W pierwszej kolejności zasilanie.
Poszło 5 kg nawozów do iglaków. Zasiliłam dosłownie wszystko, nawet to co dopiero pod koniec dnia sadziłam.
Arturo zasilił trawnik i od razu podlewał.
Posadziliśmy wszystkie prosa i cyprysiki 'Sungold' oraz derenia.
Najpierw każdy dół trzeba odchwaścić, potem w dół nasypać gnoju, potem posadzić, zasilić i w końcu podlać.
I tak 15 razy .....
Edit 20.04.2012: no dobra - efektów spektakularnych brak. Ale niech tylko się zazieleni i trawy wyrosną. Będzie pięknie! No i oczywiście te pierwsze żółte, zdychające cyprysiki są do wyrzucenia. A na ich miejsce zostaną wsadzone takie jak rosną dalej: wzniesione "Blauw".
Podczas ostatnich prac już nam ciekło po plecach od deszczu.
Nie wykonałam planu :(
Rododendrony nie posadzone. Duża rabata nie ruszona (miały wylecieć lawendy i miałam przesadzić goździki). Cyprysiki groszkowe 'Filifery' nie posadzone :(
Cóż: oto mamy automatycznie plan na najbliższą wizytę .....
Następne zasilanie zrobimy około 1 czerwca.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Na początek
... kilka słów wyjaśnienia.
Mam już swój blog. Rękodzielniczy.
Ale zamęczam tam swoje Czytelniczki wtrętami ogrodowymi. I wydaje mi się że to męczy czytelnika kiedy skaczę z tematu na temat. Kiedyś Dziewczyny mi nie wybaczą i w ogóle przestaną mnie odwiedzać.
A ja potrzebuję miejsca które pozwoli mi się wypowiedzieć i wywnętrznić również ogrodowo. I pozwoli mi na powracanie do wpisów w celach kalendarzowo-kronikarskich.
Stąd decyzja o drugim i niezależnym blogu ogrodowym.
Nie spodziewam się tu tłumów gości. Jednakże jeśli zajrzycie i będziecie chcieli wypowiedzieć się w temacie lub doradzić to bardzo proszę, zapraszam i proszę o więcej.
Mam już swój blog. Rękodzielniczy.
Ale zamęczam tam swoje Czytelniczki wtrętami ogrodowymi. I wydaje mi się że to męczy czytelnika kiedy skaczę z tematu na temat. Kiedyś Dziewczyny mi nie wybaczą i w ogóle przestaną mnie odwiedzać.
A ja potrzebuję miejsca które pozwoli mi się wypowiedzieć i wywnętrznić również ogrodowo. I pozwoli mi na powracanie do wpisów w celach kalendarzowo-kronikarskich.
Stąd decyzja o drugim i niezależnym blogu ogrodowym.
Nie spodziewam się tu tłumów gości. Jednakże jeśli zajrzycie i będziecie chcieli wypowiedzieć się w temacie lub doradzić to bardzo proszę, zapraszam i proszę o więcej.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Archiwum: story z modrzewiowego domku
no i stało się: trzeba było pojechać na działkę i wreszcie rozejrzeć się jak domostwo zniosło zimę.
Przyznaję że nie najgorzej.
Nie powiem - trochę roboty jest z tymi luksusami i uruchamianiem i zamykaniem domu.
Oczywiście jeszcze sprzątanie całego domu zostało .........
No ale najważniejsze że zaczęliśmy. I Święta Wielkanocne spędzimy w całości właśnie na Grabinie :)))))
Przyznaję że nie najgorzej.
- sikory zeżarły słoninę wywieszoną w mrozy,
- znakomita większość roślin przeżyła zimę
- ta część która jej nie przeżyła wyleci z hukiem
- ta część co jeszcze się waha też wyleci - nie potrzebuję słabych jednostek
- kretów/nornic i innych ryjkowców brak (la, la, la!!!)
- koty się żenią
- leszczyna kwitnie jako i brzozy
- rabarbar wyłazi
- część krokusów wylazła i przekwitła; inna część dopiero wychodzi
- cebulice i puszkinie zabierają się do kwitnienia
- drzewa zostały podcięte
- w ramach planowanych czynności dwa tygodnie temu usunęliśmy wielgachną brzozę która położyła się na płocie (oczywiście za pozwoleniem i pisemnym błogosławieństwem organów)
- gałęzie popaliliśmy,
- filtry i termy przeczyszczone
- ciepła woda uruchomiona
- wrzosy przycięte (ale są teraz piękne :) )
- trawy i inne chaszcze jesienne wymiecione
- w domu nawet dzięki ciepłej wodzie wstępne sprzątanie zrobione (lodówka!!!!)
- nowy regał ustawiony
- stary regał wywieziony
Nie powiem - trochę roboty jest z tymi luksusami i uruchamianiem i zamykaniem domu.
Oczywiście jeszcze sprzątanie całego domu zostało .........
No ale najważniejsze że zaczęliśmy. I Święta Wielkanocne spędzimy w całości właśnie na Grabinie :)))))
wtorek, 6 września 2011
Archwium: Nie mogło być bardziej leniwie
Oczywiście cynik ze mnie wyłazi okropny. Leniwie to było przez całe
wakacje ze Znajomymi, przy grilach, kociołkach, babskich plotkach i
innych atrakcjach.
Jak zwykle zabranie Mamy na działkę spowodowało silny przypływ mobilizacji w pracy nad urządzaniem ogrodu. Pani Matka mnie kiedyś zamorduje swoją energią. Jej najlepsze pomysły przychodzą w godzinach porannych. Na nieszczęście dla mnie dotarliśmy na miejsce właśnie w godzinach porannych.
Popatrzyła, pomyślała, pokręciła głową, przerozmawiałyśmy i już za godzinę pędziłyśmy po rośliny.
Na Panów nie było co liczyć. Szybko odpalili testowanie wyrobów lokalnych browarników. W końcu mają wakacje, czyż nie?
Nabytki to dwie cudnej urody sosny bośniackie Pinus heldreichii (podobno Satelite), trzy cyprysiki albo tuje (odmian nie zanotowano), trzy jałowce chińskie (odmiana Blaauw lub Shimpaku niestety nie podano w szkółce odmian :( ) i zwykły ordynarny świerk. Ale za to tak urodziwy i niedrogi że się skusiłyśmy.
Debatowałyśmy dłuuugo nad tym jakby je tu umieścić (a na cóż plan ogrodu? Phi! Żywioł to jest to!). Pani Matka nalatała się z sosnami i w końcu stanęło na zaznaczeniu łukiem ścieżki od bramy (jeszcze cały czas tymczasowej) w kierunku domu.
Już nie mogę się doczekać kiedy urosną ....
Przebudowałyśmy wrzosowisko założone dokładnie rok temu, bo trzeba było. Niestety wyleciała sosna Globosa Viridis zanabyta w zeszłym roku za ciężkie pieniądze (prawie dwie stówy!!!). Cała zżółkła i umarła. Jak ją wykopałam okazało się że nawet nie ukorzeniła się przez ten rok. Czyżby błąd w szkółce? Nie wiem. No bo aż trudno uwierzyć żeby sośnie w lesie było źle .... :(
A do tego po zimie wyleciały mi trawy, aż cztery sztuki w sumie.
Nic straconego. Posadziłam więcej wrzosów :D
Druga sosna wylądowała blisko brzegu rabaty. Kiedyś będzie dawała cień na ścieżkę i wejście na taras.
Świerk stanął koło bramy. Katować zdjęciem nie będę.
Piękne są wrzosy, prawda?
A na zakończenie pozdrawiam kwitnącym rododendronem. Zupełnie jak w zeszłym roku ;)
Kończę przydługi post. Coś mi się zdaje że będę musiała sobie założyć osobny blog na ogródkowe przygody. Traktuję te wpisy jak dziennik i kalendarz. Często wracam i porównuję, sprawdzam daty i inne wpisy. I mieszam z robótkami.
Następnym razem będzie już o dziergadełkach.
Jak zwykle zabranie Mamy na działkę spowodowało silny przypływ mobilizacji w pracy nad urządzaniem ogrodu. Pani Matka mnie kiedyś zamorduje swoją energią. Jej najlepsze pomysły przychodzą w godzinach porannych. Na nieszczęście dla mnie dotarliśmy na miejsce właśnie w godzinach porannych.
Popatrzyła, pomyślała, pokręciła głową, przerozmawiałyśmy i już za godzinę pędziłyśmy po rośliny.
Na Panów nie było co liczyć. Szybko odpalili testowanie wyrobów lokalnych browarników. W końcu mają wakacje, czyż nie?
Nabytki to dwie cudnej urody sosny bośniackie Pinus heldreichii (podobno Satelite), trzy cyprysiki albo tuje (odmian nie zanotowano), trzy jałowce chińskie (odmiana Blaauw lub Shimpaku niestety nie podano w szkółce odmian :( ) i zwykły ordynarny świerk. Ale za to tak urodziwy i niedrogi że się skusiłyśmy.
Debatowałyśmy dłuuugo nad tym jakby je tu umieścić (a na cóż plan ogrodu? Phi! Żywioł to jest to!). Pani Matka nalatała się z sosnami i w końcu stanęło na zaznaczeniu łukiem ścieżki od bramy (jeszcze cały czas tymczasowej) w kierunku domu.
Już nie mogę się doczekać kiedy urosną ....
Przebudowałyśmy wrzosowisko założone dokładnie rok temu, bo trzeba było. Niestety wyleciała sosna Globosa Viridis zanabyta w zeszłym roku za ciężkie pieniądze (prawie dwie stówy!!!). Cała zżółkła i umarła. Jak ją wykopałam okazało się że nawet nie ukorzeniła się przez ten rok. Czyżby błąd w szkółce? Nie wiem. No bo aż trudno uwierzyć żeby sośnie w lesie było źle .... :(
A do tego po zimie wyleciały mi trawy, aż cztery sztuki w sumie.
Nic straconego. Posadziłam więcej wrzosów :D
Druga sosna wylądowała blisko brzegu rabaty. Kiedyś będzie dawała cień na ścieżkę i wejście na taras.
Świerk stanął koło bramy. Katować zdjęciem nie będę.
Piękne są wrzosy, prawda?
A na zakończenie pozdrawiam kwitnącym rododendronem. Zupełnie jak w zeszłym roku ;)
Kończę przydługi post. Coś mi się zdaje że będę musiała sobie założyć osobny blog na ogródkowe przygody. Traktuję te wpisy jak dziennik i kalendarz. Często wracam i porównuję, sprawdzam daty i inne wpisy. I mieszam z robótkami.
Następnym razem będzie już o dziergadełkach.
niedziela, 12 czerwca 2011
Archiwum: Front robót
Z radością czytam pokątnie przy kanapce lub kawie Wasze blogi i
wpisy. Robi mi to lepiej na duszy kiedy czytam że nie tylko ja przeżywam
w miesiącach letnich rozdwojenie jaźni: ogród czy robótki? Pociesza
mnie że nie tylko u mnie robótki idą w kąt. Szkoda mi ich ale chwilowo
jeśli nie rycie w ziemi to pozostaje sprzątanie po remoncie i
przeprowadzanie się od Kochanej Mamy.
Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
Pierwszego poranka cieszyłam się jak dziecko nową zabawką. Czym?? Własną łazienką! Choć to tylko mieszkanie to łazienka jest dość obszerna. Miałam nagle TYYLE miejsca wokół siebie!
Teraz pralka chodzi w trybie niemal 24/24. Podłogi myję co drugi dzień. Pozbywam się sukcesywnie kartonów..
Zmęczona, ale szczęśliwa jestem we własnych kątach.
Odliczam też dni do 23 czerwca kiedy znowu pojedziemy na działkę. Może bruk znowu poukładam?
A właśnie. Oto przepis na bruk z poprzedniego wpisu. Zgromadź:
UWAGA: teraz poziomica + listwa. Korzystając z pomocy techniki dotąd podnosimy/opuszczamy oba 'placki' aż poziomica wskaże poziom.
Potem już leci.
Zdejmujemy warstwy podłoża, układamy placki tak aby pasowały do siebie nawzajem, poziomujemy, czasami trzeba je kilkakrotnie wyjmować, wkładać, przesuwać, posypywać aby się nie kiwały.
Szpary między klockami należy zasypać piaskiem. I już. Układać aż do nocy. Albo do opadu sił.
Ciekawa jestem jak bruk spełni swoje zadanie: nie żwirowałam ani nie betonowałam podłoża. Ciekawe czy do przyszłego roku wytrzyma ... Dzisiaj zostałam postraszona że jednak nie wytrzyma długo :(
Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
Pierwszego poranka cieszyłam się jak dziecko nową zabawką. Czym?? Własną łazienką! Choć to tylko mieszkanie to łazienka jest dość obszerna. Miałam nagle TYYLE miejsca wokół siebie!
Teraz pralka chodzi w trybie niemal 24/24. Podłogi myję co drugi dzień. Pozbywam się sukcesywnie kartonów..
Zmęczona, ale szczęśliwa jestem we własnych kątach.
Odliczam też dni do 23 czerwca kiedy znowu pojedziemy na działkę. Może bruk znowu poukładam?
A właśnie. Oto przepis na bruk z poprzedniego wpisu. Zgromadź:
- dużą ilość pni drewnianych pociętych na wysokość 10-15cm (wyjdą grubbbeee placki drewniane)
- łopatkę,
- poziomica i długa listwa, jeśli poziomica jest krótka
- taczkę
- rękawiczki.
UWAGA: teraz poziomica + listwa. Korzystając z pomocy techniki dotąd podnosimy/opuszczamy oba 'placki' aż poziomica wskaże poziom.
Potem już leci.
Zdejmujemy warstwy podłoża, układamy placki tak aby pasowały do siebie nawzajem, poziomujemy, czasami trzeba je kilkakrotnie wyjmować, wkładać, przesuwać, posypywać aby się nie kiwały.
Szpary między klockami należy zasypać piaskiem. I już. Układać aż do nocy. Albo do opadu sił.
Ciekawa jestem jak bruk spełni swoje zadanie: nie żwirowałam ani nie betonowałam podłoża. Ciekawe czy do przyszłego roku wytrzyma ... Dzisiaj zostałam postraszona że jednak nie wytrzyma długo :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)