Dopiero w niedzielę przerażeni tym że zmarnowaliśmy bezczynnie dwa
słoneczne dni złapaliśmy się za pracę u podstaw. Wystawialiśmy drzwi
wewnętrzne na taras. Przetarliśmy drzwi papierem ściernym i
przelakierowaliśmy pierwszy raz. Tak to wyglądało:
Niedziela się skończyła :(((
... taki jest mój ogród: piachy na górce, w dołku, pod lasem i w lesie. Nie poddaję się ;)
wtorek, 8 czerwca 2010
czwartek, 13 maja 2010
Archiwum: Dzieje się
W niedzielę rano po deszczu zrobiłyśmy obchód, zliczyłyśmy absolutnie
priorytetowe rzeczy do zrobienia i poszłyśmy, nie omieszkam dodać że
przybite ilością pracy, na kawę.
Po kawie zaczęło się od grabienia liści pod ławkami a skończyło na wypieleniu rabaty, posadzeniu jaśminowca i obsypaniu korą hektara części rabaty (to ta żywa zieleń na tle nowej kory). Minęło południe.....
Potem pozostała /dla odmiany oczywiście ;) / nudna, ciężka praca.... pielenie, sadzenie, obsypywanie, sadzenie, wynoszenie gruzu, zbieranie kamieni.
Mama posadziła hosty:
i wetknęłyśmy liliaka. Magnolię Mama posadziła kilka dni wcześniej.
Kilka dni wcześniej również dokończyła taką rabatkę, pokazaną w poprzednim poście w trakcie pracy:
Na koniec dnia Mama, ze wsparciem Młotkowego, wybrukowali stopień kamienny. Zdjęcia gotowego stopnia brak, ale dowód że praca była wykonywana jest:
**********
A do tego wszystkiego kilku bystrych Szpiegów ;) wyśledziło, że już od wczoraj nie jestem 30+ ale 30++. Ano, 12 maja roku pamiętnego urodziłam się i jakoś leci.
Po kawie zaczęło się od grabienia liści pod ławkami a skończyło na wypieleniu rabaty, posadzeniu jaśminowca i obsypaniu korą hektara części rabaty (to ta żywa zieleń na tle nowej kory). Minęło południe.....
Potem pozostała /dla odmiany oczywiście ;) / nudna, ciężka praca.... pielenie, sadzenie, obsypywanie, sadzenie, wynoszenie gruzu, zbieranie kamieni.
Mama posadziła hosty:
i wetknęłyśmy liliaka. Magnolię Mama posadziła kilka dni wcześniej.
Kilka dni wcześniej również dokończyła taką rabatkę, pokazaną w poprzednim poście w trakcie pracy:
Na koniec dnia Mama, ze wsparciem Młotkowego, wybrukowali stopień kamienny. Zdjęcia gotowego stopnia brak, ale dowód że praca była wykonywana jest:
**********
A do tego wszystkiego kilku bystrych Szpiegów ;) wyśledziło, że już od wczoraj nie jestem 30+ ale 30++. Ano, 12 maja roku pamiętnego urodziłam się i jakoś leci.
Dostałam
od Was mnóstwo życzeń! Bardzo, bardzo mnie zaskoczyły, bo się ze swoimi
urodzinami nie afiszuję. I za wszystkie okrutnie Wam dziękuję! Dla Was
dedykuję te oto kwiaty wiosenne, majowe, z własnego już ogródka:
I mam nadzieję że życzenia niedługo zaczną się realizować i wreszcie pokażę Wam jakieś robótki zamiast ogródkowych dokonań :D
P.S.
w pracy z okazji urodzin dostałam świetny prezent (na razie tylko
papierowy dowód zamówienia ... ;) ) . Mam nadzieję że już w poniedziałek
jednak doleci z UK i wtedy się pochwalę :D
P.S.2 .... szydełkowej firanki kurakowej zostało 8 rządków ..... Oby do końca!
sobota, 8 maja 2010
Archiwum: Majowe porządki
(...) I działeczka na której aktualnie pracuje moja Mother. Zobaczcie co wyczynia ta szalona Kobita:
Do miłego zobaczenia w poniedziałek!
Do miłego zobaczenia w poniedziałek!
czwartek, 6 maja 2010
Archiwum: Maj 2010
Najpiękniejszy miesiąc roku - maj oczywiście - rozpoczął się nareszcie! Bardzo lubię zieleń drzew i krzewów w maju.
Uwielbiam kwiaty majowe wszelkiej maści: konwalie, bzy, kasztany, narcyzy, pierwiosnki, barwinki, serduszki, peonie, głogi i inne magnolie i brzozy. Dlatego bardzo się cieszę że na brzegu naszego lasu rosną brzozy właśnie. Teraz są cudnie ozdobione krzykliwą, ostrą zielenią cudnie kontrastującą z białą korą.
Uwielbiam kwiaty majowe wszelkiej maści: konwalie, bzy, kasztany, narcyzy, pierwiosnki, barwinki, serduszki, peonie, głogi i inne magnolie i brzozy. Dlatego bardzo się cieszę że na brzegu naszego lasu rosną brzozy właśnie. Teraz są cudnie ozdobione krzykliwą, ostrą zielenią cudnie kontrastującą z białą korą.
No dobra.
Przyłapaliście mnie. Wygódka jeszcze nie została rozebrana, ale ładnie
się komponuje z działką. Działka bez wygódki jest jakby ...
niekompletna ;) Ale kiedyś ją rozbierzemy.
W sobotę pół dnia (do
20!!!) jeździłam na szmacie. Mycie okien po budowie, podłóg, łazienki ,
każdego drobiazgu .... to było wyzwanie. Ale satysfakcję mam ogromną!
Szkoda tylko że jak siedziałam na szmacie pogoda była żarówiasta. I
szkoda że już w najbliższy weekend znowu ekipa budowlana wchodzi na
tydzień do domku ....
W poniedziałek za to
było w kratkę: deszczyk, słońce, deszczyk, słońce. Pełłam zielsko z
piaseczku, rozmawiałam z Sąsiadami, podotykałam i pozglądałam kąty
działkowe. A to sprzwdziałam czy paprotki rosną, czy parzydło ma się
dobrze, czy dęby posadzone późną jesienią żyją. A to górę ziemi z gruzu
wstępnie przebrałam, pogrzebałam w piaseczku i perzu się pozbywałam. I
uciekałam przed deszczem. I azalie opieliłam i każdy pączek
obejrzałam. I azalie wszystkie zakwitną! A rododendrony niestety dwa
nie będą miały kwiatków. Ale młode są, to mogą.
No to i zdęcia
zrobiłam: oto rabatka pod tarasem. Widać tulipanów chmarę i zagubione
na brzegu dwa hiacynty różwe. A przed nimi żurawki czerwone i jedną
zieloną. Zielona żurawka wypuściła już trzy kwiatostany!
No i widać już że barierka jest na tarasie :D
A w tle muszę, bo się uduszę ..., pochwalić pięknym stopniem drewniano-kamiennym:
Produkt mojej Mammy oczywiście.
A tu druga rabatka. Ciemierniki, skalniaczki, tulipany i inne trzmieliny w stadium maleńkości:
A to pokażę Wam jeszcze pąki azalii Glowing Embers:
Będzie zdecydowanie
ładniejsza jak zakwitnie na pomarańczowo, ale ponieważ to jej pierwszy
rok na działce i pierwszy raz u nas zakwitnie to ja już doczekać się
nie mogę. Tym bardziej że jak ją kupiłam miała trzy kwiatostany, a
teraz ma ich chyba z 10! Na każdej gałązce rozwinie się burza
ognisto-pomarańczowych kwiatuszków! No i czerwone azalie też będą
kwitły :D
Teraz już znacznie
częściej będę Was zanudzać takimi opowieściami o niczym - bo że
pieliłam nic nie widać na tak zarośniętej działce, to i wydaje się że
straciłam czas.
A robótek nie przybywa.
Ulikop - te znaki zapytania to był tajny kryptonim firanki. O TEJ. Głowa już jest, nowe cipaki też są. Tylko 16 brzegowych rządków brak. Masakra....
Dziewczyny, ja tam nie
kłamię nic a nic: to dobieranie kolorów w needlepoincie to droga przez
mękę i co jak co, ale ja więcej nie chcę. A że ładnie to wyszło przez
przypadek. Laura Perin wcześniej ładnie dobrała do swojej pracy kolory
to i mnie ładnie wyszło :) Bo od Laury podpatrzyłam kolorystykę :)
piątek, 9 kwietnia 2010
Archiwum: Mamy PRĄD!
Jak w temacie. Dotyczy oczywiście działki.
Co tu dużo pisać: każdy kto kiedykolwiek był pozbawiony tego cudu cywilizacji przez dłuższy czas, z ogromną ulgą wita zapaloną żarówkę.
A co dopiero jak się robi przedsięwzięcie budowlane???
Niesamowita ulga.
Przepraszam, ale ja MUSIAŁAM się z Wami podzielić tą informacją. To równie ważne wydarzenie jak wiecha czy oprawienie okien a we wszystkich tych momentach mi towarzyszyłyście.
Dziękuję :D
Co tu dużo pisać: każdy kto kiedykolwiek był pozbawiony tego cudu cywilizacji przez dłuższy czas, z ogromną ulgą wita zapaloną żarówkę.
A co dopiero jak się robi przedsięwzięcie budowlane???
Niesamowita ulga.
Przepraszam, ale ja MUSIAŁAM się z Wami podzielić tą informacją. To równie ważne wydarzenie jak wiecha czy oprawienie okien a we wszystkich tych momentach mi towarzyszyłyście.
Dziękuję :D
wtorek, 24 listopada 2009
Archiwum: Budujemy nowy dom (8) schody
W całym tym zalataniu SAL-owym nie mogę zapomnieć o tym że jeszcze mam pracę i dom i faktury do zapłacenia.
Dzisiaj po pracy złapałam za szmatę i fruuu!!!! Polatałam po szafach - albo mam mało pudeł w szafach, albo nie wiem co innego bo w półtorej godziny biegania po drabinie się uwinęłam z pawlaczami. Reszta jest w porządku i nie wymaga sprzątania.
Teraz wreszcie popłaciłam górę faktur z różnych Firm. Mogę odsapnąć. Właśnie dostałam sygnał że lecą do mnie już niespodzianki piękne - wkrótce zrobi się u mnie zwierzyniec :D
Mam na niego pomysł specjalny, ale o tym w swoim czasie.
Minęły trzy tygodnie od czasu gdy ostatni raz pisałam o domku. A tymczasem ... pojawiły się schody cudnej urody! I na pięterko będziemy wchodzić już po bardzo wygodnych drewniaczkach:
Schody to dzieło Taty Janka - ależ On ma cierpliwość i łapki zdolne do drewna!!
W dodatku na parterze są ściany wygipsowane i wymalowane !!!! Yupi !!! Jest co raz bardziej przyjemnie :) Nawet nasza graciarnia dostała piękne białe ściany:
Domek na zimę musi być przygotowany i udało się zamontować okiennice. Zmieniły bardzo wygląd domku, ale niewątpliwie zabezpieczają domek przed przypadkowymi Zwiedzającymi.
Dzisiaj po pracy złapałam za szmatę i fruuu!!!! Polatałam po szafach - albo mam mało pudeł w szafach, albo nie wiem co innego bo w półtorej godziny biegania po drabinie się uwinęłam z pawlaczami. Reszta jest w porządku i nie wymaga sprzątania.
Teraz wreszcie popłaciłam górę faktur z różnych Firm. Mogę odsapnąć. Właśnie dostałam sygnał że lecą do mnie już niespodzianki piękne - wkrótce zrobi się u mnie zwierzyniec :D
Mam na niego pomysł specjalny, ale o tym w swoim czasie.
Minęły trzy tygodnie od czasu gdy ostatni raz pisałam o domku. A tymczasem ... pojawiły się schody cudnej urody! I na pięterko będziemy wchodzić już po bardzo wygodnych drewniaczkach:
Schody to dzieło Taty Janka - ależ On ma cierpliwość i łapki zdolne do drewna!!
W dodatku na parterze są ściany wygipsowane i wymalowane !!!! Yupi !!! Jest co raz bardziej przyjemnie :) Nawet nasza graciarnia dostała piękne białe ściany:
Domek na zimę musi być przygotowany i udało się zamontować okiennice. Zmieniły bardzo wygląd domku, ale niewątpliwie zabezpieczają domek przed przypadkowymi Zwiedzającymi.
Najbliższe
pół soboty i niedzielę spędzę na działce - trzeba podjąć próbę
posprzątania, choć na tip top jeszcze nic nie urządzamy, bo czeka nas po
pierwsze martwy okres zimowy i do tego cyklinowanie i lakierownie
podłóg na początku wiosny.
Ale i tak jestem szczęśliwa :)
poniedziałek, 7 września 2009
Archiwum: Budujemy nowy dom (7) - woda
Uznacie żę już kompletnie oszalałam ale poza needlepointem w trakcie weekendu najwiecej radośći sprawiło mi ..... TO:
Co więcej: nie tylko zimna, ale i ciepła woda leci!!!! Po czterech miesiącach użytkowania sławojki:
Mamy TO:
Po czterech miesiącach mycia się w wodzie nagrzanej w beczce, mamy łazienkę :) Czyż to nie cudne?!
Wreszcie na czas jesiennej
przerwy budowlanej odbyło się tymczasowe umocowanie kominka w celu
korzystania z niego w chłodne dni. I tak działa wkład kominkowy
postawiony na bloczkach.
Wiem,
że to co widzicie na zdjęciach to obraz nędzy i rozpaczy. Ale po
posprzątaniu już bedzie super mieszkanko :) A jak zimą będzie się
wykańczało .... Aj, normalnie chyba rzucę korporację i śmignę na wieś :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

