Pomyślałam sobie, że spiszę nasze zmagania z wodą na działce. W celach kronikarskich. Bo wierzyć aż się nie chce że ta cholerna własna studnia jest przyczyną takiego niezłego utrapienia.
Etap planowania domu - 2007/2008
Gmina dała nam odmowną decyzję co do przyłącza do wodociągu. Niestety przepustowość sieci jest zbyt mała żeby przez kilka lat przyłączać kogokolwiek.
Zatem decyzja: bijemy własną studnię.
kwiecień 2008
Wybicie studni i zamontowanie pompy tymczasowej. Takiej na czas budowy domu.
Dopiero w nowym sezonie planujemy zamontowanie nowej porządnej pompy.
kwiecień 2009
Zakupiliśmy pompę nr 1. Głębinówka, porządna żeby dostarczać wodę na ogród i do domu.
maj 2010
Pyk, pstryk i ... pompa nr 1 zdechła. Martwa i niestety już po gwarancji która skończyła się miesiąc temu.....
W związku z tym postanowiliśmy o zakupie nowej pompy głębinowej nr 2.
7 maj 2011
Pstryk, pyk i pompa nr 2 zdechła. Wysłaliśmy pompę do naprawy, wróciła po dwóch tygodniach przewinięta i sprawna.
Nie mieliśmy zastępczej pompy i niestety czasu na przebywanie na działce (obydwoje mieliśmy szkoły w weekendy....) i w związku z tym cały miesiąc dom był nieczynny z powodu braku wody.
18 czerwiec 2012
Pstryk, pyk i pompa nr 2 zdechła. Na początku myślałam że to wina elektrowni bo wysiadł prąd w całym domu. A to tylko różnicówka 'wypadła'. W efekcie faktycznie całe zasilanie zostało odcięte.
Mili Panowie z elektrowni zjawili się już godzinę po zgłoszeniu awarii. Po sprawdzeniu głównego zasilania i potwierdzeniu sprawności zaszli do domu i tu popstrykali i zidentyfikowali, że w piwnicy mam bubę.
Tym razem już sama po wyeliminowaniu filtra i termy znalazłam winowajcę: znowu na pompie są przebicia...
Dwa dni później nieoceniony Pan Darek zdemontował pompę nr 2. Martwa i zimna jak trup jest.
Cóż.... gwarancja minęła. Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle producent ją naprawi i za ile.
Zdecydowaliśmy o zakupie pompy nr 3....
22 czerwiec 2012
Pompa nr 3 zainstalowana. Do przyszłego roku :(
2 lipca 2012
pozytywna decyzja gminy i pozwolenie na rozbudowę sieci wodociągowej i budowę przyłącza.
Jak sprytnie zrobimy obejścia w domu to w najgorszym wypadku (śmierć pompy nr 3) nie będziemy tylko przez jakiś czas podlewać ogrodu.
Ale dom będzie czynny!
Zaczynamy budowę 13 lipca.
... taki jest mój ogród: piachy na górce, w dołku, pod lasem i w lesie. Nie poddaję się ;)
wtorek, 10 lipca 2012
środa, 27 czerwca 2012
Znajomość
.... zawieramy bardzo powoli i ostrożnie. Relacja jest krucha jak warstwa lodu na październikowej kałuży po przymrozku.
Ale będziemy pracować nad zacieśnianiem więzi.
Na razie na przynętę poszła kiełbasa.
Ale będziemy pracować nad zacieśnianiem więzi.
Na razie na przynętę poszła kiełbasa.
wtorek, 26 czerwca 2012
Lifting rabaty
Z roku na rok co raz gorzej rosła krzewuszka. Rosła??? Hmmm... rosła sugeruje powolny ale jednak wzrost.
A ona z roku na rok była co raz słabsza.
Aż Mama w maju ją bez mrugnięcia okiem usunęła. I już. Po kłopocie.
Tylko zrobiła się dziura. I Mama wymyśliła czym ją zapełnić. Ta dam!!!! Trzy tuje Szmaragd!
Ostatnio zajechałam do Centrum Ogrodniczego z zanabyłam 3 sztuki.
Dziś posadziłam i zasiliłam. Od razu lepiej!
Powiem więcej: uważam że są genialne! Zobaczcie sami:
Są jak Strażniczki rabaty i pięknie swoją zielenią odcinają się od jałowca i delikatnie zielonych tuj kulistych.
Moja Mama jest genialna. Powinna zająć się projektowaniem ogrodów.
A ona z roku na rok była co raz słabsza.
Aż Mama w maju ją bez mrugnięcia okiem usunęła. I już. Po kłopocie.
Tylko zrobiła się dziura. I Mama wymyśliła czym ją zapełnić. Ta dam!!!! Trzy tuje Szmaragd!
Ostatnio zajechałam do Centrum Ogrodniczego z zanabyłam 3 sztuki.
Dziś posadziłam i zasiliłam. Od razu lepiej!
Powiem więcej: uważam że są genialne! Zobaczcie sami:
Są jak Strażniczki rabaty i pięknie swoją zielenią odcinają się od jałowca i delikatnie zielonych tuj kulistych.
Moja Mama jest genialna. Powinna zająć się projektowaniem ogrodów.
sobota, 23 czerwca 2012
Prace czerwcowe
29 maja 2012
Mama przesadziła funkie robiąc obramowanie rabaty azaliowej.
Wg mnie wygląda to bardzo, bardzo korzystnie!
30 maja 2012
Mama ułożyła bruk dębowy i akacjowy do końca. Dochodzi do wprawy. W ubiegłym roku układałyśmy ten ciemny kawałek cały dzień. Teraz w jeden dzień zrobiła dwa a może nawet trzy razy tyle.
Mama nie dała mi wykonywać poważnych prac z taczką i łopatą zatem wykonywałam tylko prace pomocnicze (biłam kilometry nosząc po dwa-trzy kawałki drewna...) no ale mogłam chociaż zaserwować Mamie obsługę gastronomiczną ;)
Za to Mama kopała, wywoziła ziemię, przywoziła piasek, pieliła i ostatecznie układała kawałki drewna....
Jest pięknie!!!! Teraz mamy piękny kawałek utwardzonego podłoża w cieniu :)
2 czerwca 2012
Mama mocno przycięła przyrosty wszystkich sosen. Wyglądają żałośnie ... mało efektownie :( Aż mi żal tych nowych gałązek.....
6 & 11 czerwca 2012
Zasilanie iglaków, azali i rododendronów nawozami przeznaczonymi do tych roślin.
Zasilanie trawnika azofoską.
Całe szczęście że przed nadejściem deszczy. Bo już od 13 czerwca codziennie sobie popadywało systematycznie więc nawozy zostały rozpuszczone i przetransportowane do korzeni.
18 czerwca 2012
Znowu (jak co roku) zepsuła nam się pompa w studni... :(
A wodociągu jak nie było tak nie ma..... I nie ma żadnej wizji kiedy wreszcie Starostwo i Gmina dogadają się. Co jest ironią bo my (zainteresowani) jesteśmy Inwestorami i pokrywamy WSZYSTKIE koszty rozbudowy sieci i budowy przyłączy.... A tymczasem urzędnicy blokują naszą inicjatywę od dwóch lat :(
Po tych wszystkich czerwcowych manewrach Mama ma taki widok ze swojego pokoju:
Mama przesadziła funkie robiąc obramowanie rabaty azaliowej.
Wg mnie wygląda to bardzo, bardzo korzystnie!
30 maja 2012
Mama ułożyła bruk dębowy i akacjowy do końca. Dochodzi do wprawy. W ubiegłym roku układałyśmy ten ciemny kawałek cały dzień. Teraz w jeden dzień zrobiła dwa a może nawet trzy razy tyle.
Mama nie dała mi wykonywać poważnych prac z taczką i łopatą zatem wykonywałam tylko prace pomocnicze (biłam kilometry nosząc po dwa-trzy kawałki drewna...) no ale mogłam chociaż zaserwować Mamie obsługę gastronomiczną ;)
Za to Mama kopała, wywoziła ziemię, przywoziła piasek, pieliła i ostatecznie układała kawałki drewna....
Jest pięknie!!!! Teraz mamy piękny kawałek utwardzonego podłoża w cieniu :)
| W trakcie pracy ..... |
| Świeżo po ułożeniu |
2 czerwca 2012
Mama mocno przycięła przyrosty wszystkich sosen. Wyglądają żałośnie ... mało efektownie :( Aż mi żal tych nowych gałązek.....
6 & 11 czerwca 2012
Zasilanie iglaków, azali i rododendronów nawozami przeznaczonymi do tych roślin.
Zasilanie trawnika azofoską.
Całe szczęście że przed nadejściem deszczy. Bo już od 13 czerwca codziennie sobie popadywało systematycznie więc nawozy zostały rozpuszczone i przetransportowane do korzeni.
18 czerwca 2012
Znowu (jak co roku) zepsuła nam się pompa w studni... :(
A wodociągu jak nie było tak nie ma..... I nie ma żadnej wizji kiedy wreszcie Starostwo i Gmina dogadają się. Co jest ironią bo my (zainteresowani) jesteśmy Inwestorami i pokrywamy WSZYSTKIE koszty rozbudowy sieci i budowy przyłączy.... A tymczasem urzędnicy blokują naszą inicjatywę od dwóch lat :(
*
* *
Po tych wszystkich czerwcowych manewrach Mama ma taki widok ze swojego pokoju:
poniedziałek, 21 maja 2012
Roboczo w maju
Poza wielkimi planami o których wspominałam są takie całkiem pielęgnacyjne prace do wykonania.
Na pierwszy ogień poszła nowa rabata z kosodrzewinami. Trzeba było na niej wkopać wąż do podlewania. Zakopanie węża i obsypanie do końca korą zajęło mi godzinę. Ale rabatę mam skończoną. Na tę chwilę oczywiście ;)
Na długiej rabacie z tujami oddzielającymi nas od "najmądrzejszego" psa świata i Jego właścicieli trzeba było po dwóch latach uzupełnić korę. Zrobiło się jej już naprawdę mało, ziemia wyłaziła placykami a i zielsko rosło jak złoto! Najprościej byłoby dosypać kory i cześć pracy Rodacy!
Nic z tego. Obie z Mather wpadłyśmy na boski pomysł że skoro już kory mało to może by tak wyłożyć agrowółkniną i dopiero zasypać korą???
Świetnie i OK. Ale mój Pan wpadł wczoraj wieczorem przed wyjazdem na jeszcze lepszy pomysł. Może by tak zakopać wąż do nawadniania? I pojechał do Warszawy.
No to ja biedny żuczek dzisiaj wzięłam byka z rogi.
Zgrabiłam resztki kory. Wykopałam rów. Położyłam wąż długości 15 m.
Potem czas na agrowłókninę. Między siatką a tujami szerokość 80cm idealnie wypełniła powierzchnię do pni drzew.
Potem drugi pas włókniny został położony po wewnętrznej stronie.
Zabrakło niestety klipsów/szpikulców do przytwierdzania włókniny do ziemi - teraz trzeba na cito znaleźć je gdzieś w centrum ogrodniczym.
No i na koniec trzeba będzie wysypać tak ze 30 worków kory ;)
Na pierwszy ogień poszła nowa rabata z kosodrzewinami. Trzeba było na niej wkopać wąż do podlewania. Zakopanie węża i obsypanie do końca korą zajęło mi godzinę. Ale rabatę mam skończoną. Na tę chwilę oczywiście ;)
Na długiej rabacie z tujami oddzielającymi nas od "najmądrzejszego" psa świata i Jego właścicieli trzeba było po dwóch latach uzupełnić korę. Zrobiło się jej już naprawdę mało, ziemia wyłaziła placykami a i zielsko rosło jak złoto! Najprościej byłoby dosypać kory i cześć pracy Rodacy!
Nic z tego. Obie z Mather wpadłyśmy na boski pomysł że skoro już kory mało to może by tak wyłożyć agrowółkniną i dopiero zasypać korą???
Świetnie i OK. Ale mój Pan wpadł wczoraj wieczorem przed wyjazdem na jeszcze lepszy pomysł. Może by tak zakopać wąż do nawadniania? I pojechał do Warszawy.
No to ja biedny żuczek dzisiaj wzięłam byka z rogi.
Zgrabiłam resztki kory. Wykopałam rów. Położyłam wąż długości 15 m.
Potem czas na agrowłókninę. Między siatką a tujami szerokość 80cm idealnie wypełniła powierzchnię do pni drzew.
Potem drugi pas włókniny został położony po wewnętrznej stronie.
Zabrakło niestety klipsów/szpikulców do przytwierdzania włókniny do ziemi - teraz trzeba na cito znaleźć je gdzieś w centrum ogrodniczym.
No i na koniec trzeba będzie wysypać tak ze 30 worków kory ;)
środa, 16 maja 2012
Azaliowy tydzień później
...już kwitnące azalie! Co prawda 'Tunis' (najciemniejsza azalia, w prawym górnym rogu) rozwinęła dopiero jeden pąk, ale już 'Pink Delight' i 'Canon Double' w dobrze zaawansowanej fazie rozkwitu.
Kształt rabaty trzeba poprawić (Mamo zgadzam się z Tobą całkowicie! Przyjedź tu żebym mogła pokazać Ci jak chcę to zrobić!) ale i tak ją kocham za kolory azalii które tu rosną!
I ta sama rabata z dołu:
Za to drugi zakątek azaliowy (czerwony/żółty/pomarańczowy) w tym roku ucierpiał bardzo: z 5 krzewów tylko dwa zakwitły - te najstarsze.
Pozostałe niestety ledwo odbijają. Pąki kwiatowe zostały zawiązane ale przemarzły. Same krzewy powoli odbijają. widać że nawet jeszcze nie zazieleniły się. Ale z bliska widać że już niektóre gałązki zostały pobudzone do wzrostu.
Nie wiem czy popełniłam jakiś błąd, czy też po prostu zima była sroga i te biedactwa nie dały rady. W związku z tegorocznym osłabieniem może trzeba będzie je na przyszłą zimę okryć?
Oczywiście czas sosen nastał. Jedna z kosodrzewin zachowuje się ... dziwnie. Z dużym prawdopodobieństwem to ja nieuczona jestem i po prostu nie wiem o co chodzi. Otóż jak się na tę kosówkę patrzy to niby jest w porządku: kwitnie, sypie pyłkiem aż miło.
Ale dlaczego połowa kwiatostanów na krzaczku jest pomarańczowo-brązowa a połowa cytrynowo-żółta?
sobota, 5 maja 2012
Efekty majówki
Nie byłabym sobą gdybym nie spędziła jej roboczo. Tyle dni - ileż można zrobić! Ale też zawsze zostaje mi niedosyt: mogłam więcej.
Trudno.
Buchnęła wiosna. W jeden dzień na dębach pojawiły się liście. W niedzielę siedziałam na tarasie lamentując nad tym że te cholerne dęby tak wolno puszczają liście i się zielenią. W poniedziałek wieczorem odkryłam że dąb jest zielony!
W czasie tej zimy kompletnie wymarzły mi irgi: pod brzozami i na końcu rabaty. Wyrzuciłam je. A pod brzozami posadziłam kosodrzewiny. Całkiem spore.
Wiem, wiem. Brzozy są wodo- i odżywczochłonne. Ale mimo to zaryzykuję. Położyliśmy nawadnianie kropelkowe. A nuż uda się utrzymać kosodrzewiny.
Podrasowane rabatki już zyskują zieloną szatę:
Z rabatki z limbą wyrzuciłam dwie karpy białych goździków, różowe uporządkowałam, dosypałam kory.
Na długiej rabacie przesadziłam 'Filiferę Nanę' i dosypałam kory... niestety efekt mnie nie satysfakcjonuje wcale. A jak patrzę na poniższe zdjęcie to jeszcze bardziej się wściekam.
Otóż miałam miękkie serce i postanowiłam dać szansę goździkom (tak lubianym przez mojego A.) zanim je wyrzucę. Zdjęcie demaskuje ich brzydotę.... Oby za tydzień kwitły bo obawiam się że jak się nie doczekam ich szybkiego kwiecia to wylecą z hukiem zanim się rozwiną.
Nasadzenia.... no to temat rzeka. Postanowiłam wreszcie zadziałać i zakupić kilka roślin. Nie malutkich które będą rosły latami ale takich już całkiem sporych. I w ten sposób stałam się właścicielką:
- sosny hakowej
- sosny żółtej
- sosny rumelijskiej
- klonu 'Globosum'
- klonu 'Drummondi', o którym mam nadzieję że będzie się ładnie prezentował na tle brzozy.
- derenia pagodowego
Wszystko po posadzeniu od strony przyszłego parkingu wygląda tak:
A od strony obecnego wejścia na działkę tak:
Przyznam że wreszcie przestrzeń zaczyna się zapełniać.
W ramach realizowania planów na 2012 rok wreszcie z pola widzenia zginęła sławojka. I oto mam z tarasu piękny, nowy widok!
Na koniec kilka kolorowych zdjęć, żeby udowodnić że wiosna już w rozkwicie.
To był dobry tydzień :) Następna wizyta w połowie maja bo teraz jadę na zasłużony wypoczynek w ciepłe (mam nadzieję) kraje ;)
Trudno.
Buchnęła wiosna. W jeden dzień na dębach pojawiły się liście. W niedzielę siedziałam na tarasie lamentując nad tym że te cholerne dęby tak wolno puszczają liście i się zielenią. W poniedziałek wieczorem odkryłam że dąb jest zielony!
W czasie tej zimy kompletnie wymarzły mi irgi: pod brzozami i na końcu rabaty. Wyrzuciłam je. A pod brzozami posadziłam kosodrzewiny. Całkiem spore.
Wiem, wiem. Brzozy są wodo- i odżywczochłonne. Ale mimo to zaryzykuję. Położyliśmy nawadnianie kropelkowe. A nuż uda się utrzymać kosodrzewiny.
Podrasowane rabatki już zyskują zieloną szatę:
Z rabatki z limbą wyrzuciłam dwie karpy białych goździków, różowe uporządkowałam, dosypałam kory.
Na długiej rabacie przesadziłam 'Filiferę Nanę' i dosypałam kory... niestety efekt mnie nie satysfakcjonuje wcale. A jak patrzę na poniższe zdjęcie to jeszcze bardziej się wściekam.
Otóż miałam miękkie serce i postanowiłam dać szansę goździkom (tak lubianym przez mojego A.) zanim je wyrzucę. Zdjęcie demaskuje ich brzydotę.... Oby za tydzień kwitły bo obawiam się że jak się nie doczekam ich szybkiego kwiecia to wylecą z hukiem zanim się rozwiną.
Nasadzenia.... no to temat rzeka. Postanowiłam wreszcie zadziałać i zakupić kilka roślin. Nie malutkich które będą rosły latami ale takich już całkiem sporych. I w ten sposób stałam się właścicielką:
- sosny hakowej
- sosny żółtej
- sosny rumelijskiej
- klonu 'Globosum'
- klonu 'Drummondi', o którym mam nadzieję że będzie się ładnie prezentował na tle brzozy.
- derenia pagodowego
Wszystko po posadzeniu od strony przyszłego parkingu wygląda tak:
A od strony obecnego wejścia na działkę tak:
Przyznam że wreszcie przestrzeń zaczyna się zapełniać.
W ramach realizowania planów na 2012 rok wreszcie z pola widzenia zginęła sławojka. I oto mam z tarasu piękny, nowy widok!
Na koniec kilka kolorowych zdjęć, żeby udowodnić że wiosna już w rozkwicie.
To był dobry tydzień :) Następna wizyta w połowie maja bo teraz jadę na zasłużony wypoczynek w ciepłe (mam nadzieję) kraje ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




